Ostry obłęd

Ostry obłęd – BH Clendennen

Droga do zwycięskiego życia

Na dzisiejszej lekcji zajmiemy się czymś, co zostało nazwane ostrym obłędem lub byciem wydanym na pastwę ciała. Na poprzedniej lekcji zobaczyliśmy, jak ludzie nie chcieli uznać Boga, więc wydał ich On na pastwę ciała; zobaczyliśmy jak zamienili Bożą prawdę w kłamstwo, ponieważ Boże Słowo, tak jak jest zapisane, nie pozwala im, ani Kościołowi w dwudziestym pierwszym wieku żyć tak, jak żyją. Słowo Boże nie będzie gloryfikowało i obnosiło się ciałem, ani nie będzie wymuszało na Bogu przyjęcia tego, co odrzucił. Dlatego, kiedy przeinaczyli Boże Słowo, Bóg wydał ich na pastwę ducha homoseksualizmu.

2Ts  2,11I dlatego zsyła na nich Bóg ostry obłęd, tak iż wierzą kłamstwu,

2Ts  2,12 Aby zostali osadzeni wszyscy, którzy nie uwierzyli prawdzie, lecz znaleźli upodobanie   w nieprawości.

 Prawdziwy Kościół, który jest Chrystusowy ma tylko jedną misję do spełnienia na tej planecie i jest nią wyrażanie sobą Chrystusa. Naszym zadaniem nie jest podtrzymywanie przy życiu religii, ale umożliwienie objawienia się Syna Bożego temu pokoleniu. Chrystus jest prawdą, a zatem Kościół sam musi stać się prawdą, by móc ją wyrażać. Dlatego też przez cały czas od momentu, kiedy Kościół się narodził aż do pochwycenia, musi on nieustannie upodabniać się do Chrystusa.

2Kor 3,18 pokazuje nam ten proces. Kiedy patrzymy na Chrystusa  w duchu  jesteśmy przemieniani na Jego obraz, z chwały w chwałę. Dzieje się tak tylko wtedy, kiedy nie spuszczamy Go ze wzroku, dzięki Duchowi Bożemu. Patrzeć na Niego nie oznacza tylko Go widzieć, lecz także widzieć drogę, na której możemy stać się jak On. Pozwólcie, że przypomnę wam drogę, którą Jezus przeszedł do nieśmiertelnego tryumfu. Przypomnijcie sobie ogród, w którym Jego pot był jak krew. Przypomnijcie sobie dziedziniec zamku Piłata, gdzie ubrano Jezusa w szkarłatną szatę i ubiczowano Go. Przypomnijcie sobie Jego doświadczenia z najbliższymi uczniami, którzy wszyscy Go porzucili i uciekli. Przypomnijcie sobie jak przybili Go do krzyża. Tych sześć strasznych godzin, przypomnijcie sobie ciemność, to kiedy Ojciec musiał odwrócić od Jezusa swoją twarz i w końcu przypomnijcie sobie jak Jezus oddaje swego ducha. To właśnie była droga do nieśmiertelnego tryumfu i wiecznej chwały. A my mamy być takimi jak On był na tym świecie.

Każda celowa ingerencja ciała nie tylko zatrzyma Kościół na tej drodze, ale również odwróci kolejność i przyniesie odwrotny skutek względem tego, co zamierzył Bóg. I w takim mniej więcej miejscu jesteśmy właśnie dzisiaj. O owocach nawet nie chcemy myśleć, gdyż są zbyt okropne.  Średniowiecze było owocem Kościoła, który owszem narodził się w dniu Zielonych Świąt, lecz odebrał kierownictwo Duchowi Świętemu na rzecz planów cielesnego umysłu. Ten ostry obłęd, o którym mowa w naszym wersecie był produktem końcowym utraty miłości do prawdy. Obecnie chrześcijan poddaje się praniu umysłów. Jednym z dowodów na to jest fakt, iż ciągle wzrastająca ich liczba czuje się zawstydzona, gdy jednoznacznie muszą opowiedzieć się po stronie prawdy. Mówią, że wierzą, ale ich przekonania są tak rozwodnione, że trudno je do czegokolwiek odnieść. Prawda to Osoba. Jezus powiedział : „Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie”. ( J 14,6 ). To są słowa Chrystusa, samego Boga. Jezus nie tylko twierdził, że jest prawdą, lecz także, że jest jedyną drogą do tej prawdy. Fragment zapisany w 1P 2,21 pokazuje nam jedyną drogę do wypełnienia Bożej woli i Jego planu. Chrystus pozostawił nam przykład, abyśmy wstępowali w Jego ślady.

Te ślady, o których tu mowa, są bardzo jasno przedstawione w Bożym Słowie; by przezwyciężyć tragiczny upadek, który sprawił, iż ród Adama nie był w stanie wypełnić Bożego planu, trzeba było powołać do życia nową rasę, której pierworodnym stał się Jezus. To jest pierwszy krok zrodzony z Ducha, który dostrzeżecie na drodze powracając do obrazu i planu Bożego. By Jezus mógł stać się pierworodnym tej Bożej nowej rasy, do której sami dzisiaj należymy, musiał narodzić się z Ducha Bożego. Dlatego anioł powiedział do Marii: „Duch Święty zstąpi na ciebie i moc Najwyższego zacieni cię. Dlatego też to, co się narodzi, będzie święte i będzie nazwane Synem Bożym”(Łk 1,35).

Ta nowa rasa miała stać się naczyniem, przez które Bóg objawiłby się temu światu. Dlatego najistotniejszą sprawą było, by pierworodny, którym był Chrystus jako wzór dla wszystkich, był napełniony Duchem Świętym. Chcę powiedzieć, że droga do miejsca, gdzie jest zwycięstwo i bycie według Bożego zamysłu, jest bardzo jasno wytyczona i przedstawiona poprzez życie Pana Jezusa Chrystusa. By Bóg mógł się stać pierworodnym nowej rasy musiał narodzić się z Ducha. Mogliśmy to zobaczyć, kiedy anioł rozmawiał z Marią. Pierworodny, jako wzór dla wszystkich, musiał być wypełniony Duchem.

Mt 3,16 „A gdy Jezus został ochrzczony, wnet wystąpił z wody, i oto otworzyły się niebiosa, i ujrzał Ducha Bożego, który zstąpił w postaci gołębicy i spoczął na nim”.

Od tej chwili Jezus był pod całkowitą kontrolą Ducha Świętego. To jest drugi ślad Chrystusa, który wskazuje nam drogę. A trzecim śladem jest fakt, że ten duch Go prowadził.

Mt 4,1 „Wtedy Duch zaprowadził Jezusa na pustynię, aby Go kusił diabeł”.

To właśnie Duch Święty zaprowadził Jezusa na Golgotę.

Hbr 9,14 O ileż bardziej krew Chrystusa, który przez ducha wiecznego ofiarował samego siebie  bez skazy Bogu, oczyści sumienie nasze od martwych uczynków, abyśmy mogli służyć  Bogu żywemu”.

To są właśnie ślady, które Chrystus nasz wzór do naśladowania, pozostawił dla mnie i dla ciebie. Każda inna droga prowadzi do bałwochwalczego kultu stworzenia. Zawsze, za każdym razem się tak dzieje. Jeśli spojrzysz na Kościół Zielonoświątkowy,[i na inne ewangeliczne również]  to zobaczysz, że stał się społecznością, dla której człowiek znajduje się w centrum zainteresowania. Skoro Słowo Boże stanowczo ogłasza Chrystusa naszym wzorem do naśladowania, pokazuje zarazem, że Jego przesłanie i misja  muszą być takim samym przesłaniem i misją w Kościele Boga Żywego. Bóg nigdy, w żadnej sytuacji nie prosi żadnego człowieka, by nakreślił dla Niego plan działania. Nie ma tam miejsca dla naturalnego człowieka. Bóg nakłada embargo na ludzkie ciało i krew. Ciało i krew nie dziedziczą Królestwa Niebieskiego. Żaden człowiek nie będzie się chełpił przed obliczem Bożym. Tak brzmi ostateczny werdykt Bożego Słowa. Ktoś, kto tego słucha może powiedzieć, że to jest staromodne, ale nie jest to bardziej staromodne niż sama ewangelia Chrystusa. I nie chodzi tu o coś, co ma związek z tym czasem, w którym żyjemy, lecz z wiecznością. Wiem, że to pewnie brzmi dziwnie dla tego czegoś, co zwie się dzisiaj Kościołem, a co jest nakierowane na człowieka. Jednak to, o czym mówię nie jest niczym dziwnym w Nowym Testamencie. Jest to zwrot, który odnosi się do wszystkich ludzi i ich wszystkich dotyczy za wyjątkiem tych, którzy są odnowieni i stali się nowym stworzeniem. Szerzej jest to omówione i wyjaśnione w 2 i 3 rozdziale 1 Listu do Koryntian. Kiedy używamy określenia naturalny lub cielesny człowiek mamy na myśli stare stworzenie.

Gdziekolwiek pojawiają  się słowa naturalny i cielesny, lub mówi się o ich znaczeniu zawsze pojawiają się w towarzystwie słów takich jak „nie może”, lub „nie jest w stanie” . Paweł także mówi, że cielesny człowiek nie może, lub nie jest w stanie. W tym miejscu mógłby równie dobrze użyć słów krew i ciało nie mogą, nie są w stanie. Sam fakt i siła tej niemocy jest w pełni widoczna w przypadku Koryntian.  Wszyscy lub większa ich część żyła pod wpływem tej starej, nieodrodzonej natury. A w takim życiu, ich osąd, zachowanie czy usposobienie były takie same jak w świecie. Z tego właśnie powodu można było dostrzec w nich niedojrzałość duchową, brak wzrostu i grzechy, których nawet nie widać u pogan. Każdego dnia słyszymy wiadomości, a w nagłówkach widzimy nazwiska najznakomitszych postaci życia religijnego pojawiające się w kontekście homoseksualizmu, alkoholizmu lub innych jeszcze grzechów. Dzieje się tak dlatego, że gdziekolwiek ciało rządzi, przyniesie swoje uczynki. A na koniec tego wszystkiego Koryntianie uwielbiali bardziej stworzenie od Stwórcy. Posłuchajcie ich: „Ja jestem Pawłowy, ja jestem Apollosowy, a ja Kefasowy”. Paweł im odpowiada pytając”: „Czy rozdzielony jest Chrystus ? Czy Paweł za was został ukrzyżowany albo w imię Pawła zostaliście ochrzczeni ?” ( 1 Kor 1,13 ). To mówi samo za siebie. Kiedy człowiek bierze to narzędzie w swoje ręce, właśnie tym ono zawsze się staje. Historia powtarza się we współczesnym Kościele Zielonoświątkowym. Ciekawa osobowość i wiedza na temat ludzkiej natury to wszystko, czego człowiekowi potrzeba, by odniósł sukces w religijnych kręgach. To oczywiście nie oznacza, że jest on kimś w Bożych oczach, ale na pewno bogaci się na Ewangelii. Podczas nowego narodzenia, my, wierzący, wszyscy jesteśmy ochrzczeni  w Chrystusa (1 Kor 12,13). W jednym Duchu jesteśmy ochrzczeni w jedno ciało, czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni i wszyscy zostaliśmy napojeni jednym Duchem. Skoro zostaliśmy przez Ducha umieszczeni w Chrystusie, Bóg nakazuje nam trwać w Nim.

Trzeba było Bożej mocy, by nas tam umieścić i potrzebna jest nam także Boża moc, by tam wytrwać. Skoro to życie jest w nas, działa ono tylko wtedy, gdy zgadzamy się na prowadzenie Ducha Świętego. Bóg nie potrzebuje robotów, On potrzebuje mężczyzn i kobiety, którzy chętnie i świadomie będą podążać za Nim przez cały czas. 1J 2,6 mówi nam, co to znaczy trwać w Chrystusie. „Kto mówi, że w Nim mieszka, powinien sam tak postępować, jak On postępował”.

 A jak Jezus postępował ? Widzieliśmy to, od momentu, kiedy Duch Święty zstąpił na Niego. Każdy Jego krok był kierowany przez Ducha Świętego. Dlatego też dał nam Ducha Bożego. Postępować tak, jak postępował Jezus oznacza chodzić w całkowitym podporządkowaniu Duchowi, który jest w nas, nie pozwalając ciału przejąć kontroli. Do każdej rzeczy można podejść z dwóch stron. Jeśli jedna strona jest cielesna, to druga będzie duchowa i na odwrót. Musimy dokonywać wyborów. A wybór jest zawsze ten sam. Będę chodził w Duchu albo poddam się temu, co nazywamy ciałem. Taki jest ten wybór. Każda pokusa na naszej drodze ma taką samą naturę. Tego samego doświadczył Adam – nie jedz z tego drzewa, spróbuj zjeść z innego. On dokonał wyboru. Wszelkie Boże błogosławieństwo jest zależne od naszego trwania w Chrystusie: „jeśli we Mnie trwać będziecie i słowa Moje w was trwać będą, proście o cokolwiek byście chcieli, stanie się wam”. Kiedy zwracamy się do ciała, oddalamy się od Boga i to, co przynosimy to owoc naszego własnego wysiłku. Sama Biblia i historia obfitują w przykłady przekleństwa, jakie ściągali na siebie Boży ludzie dobrowolnie oddalając się od Pana i wchodząc na drogę ciała. Próbując pomóc Bogu, Abraham ściągnął przekleństwo, którego skutki odczuwamy po dziś dzień. Mojżesz próbował pomóc Izraelitom swoją własną siłą i kosztowało ich to 40 lat błąkania się po pustyni. Król Saul, w swoim braku cierpliwości, wziął sprawy w swoje ręce i to kosztowało go utratę królestwa. Syn marnotrawny przepuścił swój majątek, czyli Boże życie, rozpustnie żyjąc, czyli według cielesnych pożądliwości. I zamiast powrócić do ołtarza, on zapukał do drzwi świata prosząc o pomoc. Wsparł się na cielesnym ramieniu. Młody Kościół skończył w chlewie ze świniami, kompletnie pozbawiany przesłania.

Ścieżka, która wiedzie do ostrego obłędu to świadoma akceptacja błędu. W dzisiejszych czasach mamy wiele przykładów pseudo cudów. Pewien człowiek z Florydy, Todd Bentley, który wszystkich powalał, kończy jako żyjący niemoralnym życiem alkoholik. Ludzie niestety przyjęli w swoich umysłach to, co głosił i włączyli to do przesłania i misji  Kościoła. Kiedy ten obłęd zostanie przyjęty umysłem, emocje go potwierdzą: „ tak dobrze się czułem, wiem, że to był Bóg”.  Uczucia zawsze nas zwodzą. Izaak darzył uczuciem Jakuba, ale ten i tak go oszukał. Kościół odsunął się od niezawodnego Bożego Słowa w kierunku uczuć i pragnień ciała. Dwie rzeczy będą teraz wyznaczać mu drogę. Pierwsza to uczucia, jeśli coś jest przyjemne i dobrze działa, to oznacza, że to musi być dobre. Druga natomiast rzecz to cel, który uświęca środki.

To najbardziej niegodziwe rzeczy, które weszły do Kościoła. Użycie cielesnych środków w naszych wysiłkach, by przynieść duchowe owoce będzie skutkowało w nawróconych w religijnych przedsięwzięciach, ale nie zaludni Królestwa Bożego. A skoro wszystko rodzi według swego rodzaju, każdy syn zrodzony przez taki cielesny, religijny system jest Ismaelem, synem ciała. Tacy nawróceni mają pewną wspólną cechę – między wiarą a ich zachowaniem nie ma żadnego związku. Przyjazny dla użytkownika Kościół nie jest wymysłem XX wieku, jest tak stary jak sama cywilizacja. Kiedy Kościół w swym locie w dół osiąga pułap, na którym bardziej istotną staje się liczba nawróconych, a nie sama prawda, oznacza to, że znajduje się w miejscu, gdzie doktryna jest dostosowywana do zwyczajów i upodobań ludzi. W świecie korporacyjnym nazywa się to własnym interesem lub oportunizmem. Jest to z gruntu fałszywa zasada celu, który uświęca środki. W takich okolicznościach kaznodzieja lekceważący swe śluby, sam tworzy sytuacje, w których jest najzwyklej w świecie oddany własnej korzyści. Co myślicie o ludziach, którzy nazywają się sługami Chrystusa, a poświęcają swą siłę na zarabianie pieniędzy, chodzą drogami tego świata, drogami ciemności, na których próżni dają się oszukać, a wszystko to dla osobistej korzyści i władzy. Duch własnego interesu dobrze się bawi i jest wykorzystywany przez cielesny Kościół, by odnieść sukces. I w takim punkcie jesteśmy właśnie dzisiaj. Musisz, jako Boże dziecko powrócić do ołtarza. Stój w Jezusie Chrystusie w tym dniu choroby i błędu.

BH Clendennen